Woskomaniacy - różne etapy woskowego rozwoju. Rozmowa z Michałem Sawickim

Woskomaniacy - różne etapy woskowego rozwoju. Rozmowa z Michałem Sawickim

 

Dziś zapraszamy Was do kolejnej rozmowy z cyklu woskomaniacy! Jak w przypadku każdego z tych wywiadów, rozmowa nie mogła być krótka, bo tematy się nie kończyły! Swoją woskową historią podzielił się z nami Michał Sawicki, właściciel studia Simply Shine. Zapraszamy po garść wiedzy i inspiracji!

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z woskowaniem?

To pewnie banał, tak jak u większości osób, czyli będąc małym chłopcem, zawsze co sobotę ojciec zabierał nas do Fiata 126p. Razem z bratem myliśmy to auto, tak jak tam tato pokazał, także było wiaderko, jakaś tam szczotka, osuszanie. Potem dochodziły pierwsze woski, ale w tej chwili nawet nie przypomnę sobie, jakich wtedy mogłem używać. Ale to nie było w ogóle świadome.

Gdy już miałem swój pierwszy samochód, to pamiętam, że sobota to był taki dzień, gdy zawsze starałem się go dopieścić, doczyścić. I potem przez Kosmetykę Aut, zagłębiałem się bardziej w temat, dowiedziałem się, że można coś więcej z tym samochodem zrobić, trochę więcej poprawić.

Pierwszy świadomy wosk, który kupiłem to był Meguiar’s Mirror Glaze. Pamiętam, cieszyłem się niesamowicie i do tej pory mam puszkę, w której jest jeszcze trochę tego wosku. Puszka jest cała pordzewiała, ale trzymam na pamiątkę.

Natomiast potem te woski ewoluowały, kolejne w kolekcji to był Soft, przez bardzo długi czas Collinite. Wtedy jakoś bardzo mocno nie skupiałem się na tym temacie. Dopiero po otwarciu firmy doszedłem do wniosku, że może warto pójść w to, co sprawia mi przyjemność.

Po kilku latach prowadzenia działalności miałem momenty, gdzie miałem już wszystkiego po prostu dość, a to woskowanie nadal sprawiało mi przyjemność. Zostawałem w garażu po godzinach i smalcowałem te samochody.

Pierwszym takim drogim woskiem, to znaczy wtedy wydawało mi się, że był bardzo drogi, był Zymol Carbon. Pamiętam, jak pokazywałem go wtedy klientom, że to jest coś wyjątkowego. Klienci często się śmiali i pytali, czy taka puszka wosku starczy na ich samochód. I nie potrafili zrozumieć, że nakłada się kilka gram tego produktu.

I przez długi czas byłem zakochany w Zymolach. Chociaż one sprawiały pewne trudności, bo miały tendencję do wypacania się, natomiast bardzo je lubiłem. Potem były różnego rodzaju epizody. Przez jakiś czas zbierałem dosłownie wszystkie woski. Nowości, które wychodziły na rynek, starałem się zawsze kupić i porównać do innych produktów. Często udzielałem się na grupach, czego teraz już raczej nie robię. I jak ktoś pisał na przykład o Carbonie, zachwycając się nim, to zawsze powtarzałem, że jest tyle fajnych, tańszych wosków, które dają bardzo fajny efekt.

I jakie to były woski?

Na przykład Funky Witch, do tej pory jestem mega zakochany w tym woskach. Cieszę się, że mogłem poznać Matiego osobiście i mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. W woskach Funky naprawdę byłem zakochany, nie wiedziałem, że może istnieć produkt, z którym się tak cudownie pracuje i który dawał naprawdę bardzo fajne efekty wizualne.

Natomiast potem był tak jakby kolejny schodek. I za każdym razem podchodziłem w woskowaniu do ściany i nie widziałem za bardzo żadnej drogi dalej. Następnym etapem były tak zwane kanapki, czyli warstwowanie: dokładanie wszelkiego rodzaju politur, glaze-ów, cleanerów. I przez bardzo długi czas dawało mi wielką satysfakcję.

Jeżeli klient do mnie przyjeżdżał i nie miał sprecyzowanych wymagań, to po prostu zostawiał mi wolną rękę, a ja wtedy starałem się coś pod dany lakier wykombinować. Oczywiście, o ile czas pozwalał, aby terminowo wydać auto.

Jeżeli mam czas i mogę się pobawić, to staram się rozkładać wosk na czynniki pierwsze, czyli sprawdzać docieranie, czas, wybierać pod to różne mikrofibry i różne cleanery. Natomiast nie zawsze jest na to czas i chęci. Czasem jesteśmy po prostu zmęczeni, czasem jest to natłok obowiązków związanych z prowadzeniem firmy. Ale mam swoje stałe kombinacje, które zawsze sprawdzają się na lakierach, są szybkie i dają relatywnie dobre efekty wizualne. I często właśnie lecimy takimi sprawdzonymi rozwiązaniami.

Więc jak masz trochę więcej czasu, w jaki sposób dobierasz wosk do lakieru? W jaki sposób przygotowujesz powierzchnię?

Generalnie, chłopaki zawsze mi przygotowują auto, czyli myją, glinkują, a ja potem zajmuję się finalną obróbką lakieru. Jeżeli jest to typowy pakiet wosk, czyli cleaner i wosk, staram się to dobrać coś do lakieru, aby podkreślić ziarno czy szklistość. Oczywiście o ile lakier nie jest jakoś mocno zajechany. Natomiast staram się dobierać produkt indywidualnie pod kolor. Przykładowo, jeżeli są to różnego rodzaju błękity, to przez bardzo długi czas używałem wosków Dodo Juice.

Bardzo długi czas testowałem cleanery, bo nie widziałem za bardzo różnicy pomiędzy nimi i wydawało mi się, że to nie ma aż tak dużego znaczenia. Ale ja często te cleanery wymywałem, jednak potem stwierdziłem, że może nie jest to do końca dobry kierunek i przestałem to robić. Na sam koniec aplikuję też QD-ka, których mam naprawdę wiele rodzajów.

Chłopaki się często ze mnie śmiali, że jak biorę coś na testy to zawsze w piątkach. Kiedyś znajomi przyjechali i stwierdzili, że tą moją chemią to można by ze dwa studia wyposażyć. A ja zawsze powtarzałem, że lubię mieć wybór.

Testując różne produkty, zauważyłem, że wiele produktów było bardzo mocno powtarzalnych. I to samo zauważyłem też w woskach. Dopiero jak Funky Witch weszło na rynek kilka lat temu, to Mati mi uświadomił wiele różnic w woskach i efektach, jakie oferują*. Ja bardzo lubię słuchać ludzi i wymieniać się doświadczeniami z kolegami z branży, bo czasem z tej rozmowy może wyniknąć coś naprawdę produktywnego.

* z Mateuszem z Funky Witch także przeprowadziliśmy rozmowę: Jak powstaje wosk samochodowy. Rozmowa z Funky Witch 

Tak, zdecydowanie warto wymieniać się wiedzą i doświadczeniami, bo każdy ma jakieś swoje spojrzenie. A powiedz, czy z perspektywy czasu dostrzegasz błędy, jakie popełniałeś kiedyś przy woskowaniu?

Na pewno coś się zdarzyło. Na samym początku wydawało mi się, że samochód jest przygotowany idealnie, teraz wiem, że popełniałem masę różnych błędów, jeśli chodzi o dokładne mycie i oczyszczenie lakieru. Jeśli pójdziemy trochę na skróty, to potem nam się to odbije czkawką i samochód nie będzie wyglądać tak dobrze, jak mógłby. A kiedyś mi się wydawało, że położenie samego dobrego wosku wystarczy.

Pamiętam, jak przyjechał do mnie klient, który chciał mieć koniecznie położonego Glasura w dwóch warstwach. Kupiłem ten wosk, kosztował wtedy w granicach 600 zł (gdzie najniższa krajowa to było jakieś 1400 zł) i obdzwoniłem wszystkich znajomych, aby się dowiedzieć jak go położyć.

Przeprowadziłem korektę i po walce z wykończeniem lakieru w końcu zabrałem się za aplikację wosku. Położyłem HDC, położyłem pierwszą warstwę wosku, wygrzałem promiennikiem, położyłem drugą warstwę. I ten samochód wyglądał obłędnie, po prostu coś niesamowitego. I to był taki wstęp do zabawy tymi produktami.

Klienci nie zawsze chcą wydawać kupę kasy, ale taki szybki cleaner z woskiem naprawdę może zrobić mega robotę. Na przykład Black Hole z Poorboy’s, na to położyć czarnego Nattysa i jeśli lakier jest w miarę zadbany, to daje naprawdę dobry efekt wizualny. Wiadomo, że to duża zasługa wypełniaczy, ale taką prostą metodą można diametralnie zmienić wygląd auta.

Natomiast większość osób wybiera jednak powłoki, nawet te roczne jak Can Coat z Gyeona czy Vision z FX Protect, bo dają jednak trwały efekt, a kropelkowanie i samooczyszczanie jest jednak na trochę większym poziomie.

Kolejnym przeskokiem w moim woskowym rozwoju były woski Swissvaxa. Jak kupiłem Onyxa cztery lata temu to zakochałem się w zapachu. Nie wiem, czy którykolwiek z ich wosków ma tak intensywny zapach. Ja wtedy wyłączałem klimatyzację i cieszyłem się jak dziecko podczas woskowania samochodu! W lokalu tak niemiłosiernie pięknie pachniało — uwielbiałem to. W temacie Swissvaxa dużo też wniosły rozmowy z Michałem z Car Detailing Gdynia, który podpowiedział mi bardzo wiele fajnych patentów.

Po jakimś czasie przestałam już kupować wszystkie woski, które były dostępne na rynku i zacząłem się skupiać na takich woskach limitowanych. Na przykład z Infinity Wax miałam bardzo dużo wosków, to potem z Krzyśkiem się powymieniałem na woski Swissa.

Nie pamiętam, kiedy poznałem Krzyśka, ale to jest dopiero osobowość! Ja myślałem, że to ja jestem świrem, jeżeli chodzi o woski i o zbieranie wosków, ale on zdecydowanie to przebija. Mega pozytywny człowiek i jeśli chodzi o moje woskowanie, to bardzo dużo wniósł do mojego życia. Często rozmawiamy, często też nie zgadzamy się w pewnych rzeczach, natomiast to też jest fajne, że każdy jakoś inaczej podchodzi do swojej pracy. Ale Krzyśka można słuchać godzinami, bo to jest mega zajarany tematem człowiek.

Tak, zdecydowanie. Rozmawialiśmy z Krzyśkiem wcześniej właśnie na temat wosków* i widać, że jest bardzo pozytywnie zakręcony w tym temacie, ma dużą zajawkę i wiedzę.

Ja zawsze mówiłem do Krzyśka: „Słuchaj, jakbyś pracował w tej branży i prowadził firmę, to myślę, że ta zajawka nie byłaby na tak wysokim poziomie”. Bo to jest zupełnie coś innego. Ja przez bardzo długi czas przychodziłem sobie w niedzielę, zostawałem w sobotę, aby powoskować, pobawić się czymś. Ale od ponad 10 lat pracuję od poniedziałku do soboty i jestem już na tyle zmęczony, że stwierdziłem, że od września studio będzie zamknięte w soboty.

A Krzysiek ma tę możliwość, że woskowanie to jest po prostu hobby, na co dzień zajmuje się czymś innym. I to woskowanie może być taką odskocznią.

tę rozmowę możecie przeczytać tutaj: Woskomaniacy - pasjonaci wosków. Rozmowa z Krzysztofem Berskim

Tak, po wielu latach pracy zawodowej w tej branży ta zajawka może trochę słabnąć.

To też nie chodzi o to, że ta zajawka słabnie, bo ona nadal jest. Ale można być przytłoczonym ilością pracy, którą trzeba zrobić, aby zarobić na rosnący czynsz, prąd, chemię itp. A nie możesz też podnosić cen w nieskończoność. Ja się zawsze śmieję, że jesteśmy na końcu łańcucha pokarmowego: każdy musi naprawić samochód, pójść do dentysty i tak dalej, a pielęgnować auto już nie każdy musi.

Coś w tym jest, ale wróćmy jeszcze na chwilę do produktów. Powiedz mi, jak duża jest Twoja kolekcja wosków?

Nie liczyłem tych wosków przez dłuższy czas, ale w tym momencie wydaje mi się, że około 200, może ponad 200.

Kolekcja godna prawdziwego woskomaniaka! A masz swój ulubiony wosk?

Wiesz co, nie mam ulubionego wosku. To się bardzo mocno zmienia na przestrzeni czasu. Na pewno moją nową miłością są w ostatnim czasie Swissvaxy. Mogłem sobie ostatnio pozwolić, na kilka-kilkanaście zakupów wosków i mam w tej chwili praktycznie wszystkie (dwóch albo trzech mi brakuje). I staram się tymi woskami teraz bardzo mocno bawić.

Natomiast to jest tak, że są pewne etapy, jeżeli chodzi o moje woskowanie. Pamiętam jak Enzo wypuściło wosk SiO2, to był chyba rok 2018 lub 2019. I po prostu zakochałem się w tym wosku! To było coś niesamowitego, bo ten wosk nakładał się perfekcyjnie, docierał się perfekcyjnie, dawał idealne hydro. I tak z reguły jest, że co jakiś czas wychodzi coś na rynek, co w danym momencie bardzo mi się podoba i wtedy częściej sięgam po taki produkt.

Ciężko mi powiedzieć o jednym ulubionym wosku. Na pewno woski Funky Witch, Chemical Guys, Swissvax. Wosk Gyeona w sztyfcie to kupiłem od razu dwie sztuki, bo tam był chwilowy problem z dostępnością produktów. Pamiętam, że były też woski Mad Max, byłem mega zajarany tymi woskami, a teraz już ich nie ma na rynku. Czasem do nich wracam, ale nie za często, bo szkoda mi, żeby się skończyły. Pamiętam pierwszy wosk Manufaktury, który trzeba było podgrzewać opalarką lub zostawiać na grzejniku, aby można go było zaaplikować. I nadal mam tą pierwszą, metalową puszkę.

Generalnie woski dają taką przyjemność, można się nimi pobawić w dowolny sposób. Uzyskać taki efekt, jaki chcemy i podkreślić to, co jest w lakierze najpiękniejsze.

A masz jakieś rady dla osób, które chciałyby zacząć swoją woskową przygodę?

Nie słuchać opinii ludzi. Zawsze to powtarzałem, jak jeszcze udzielałem się na grupach, zamiast sugerować się opiniami innych: kup, spróbuj i wyrób sobie swoją opinię. Bo to, że dla jednej osoby dany wosk dobrze się aplikuje, to nie znaczy, że dla kogoś innego również. Ja także jak rozmawiam ze znajomymi, to jedni mówią, że to jest beznadziejny produkt, a inni, że jest świetny i mają zupełnie inne odczucia.

Najlepiej wyrobić sobie własne zdanie na temat danego produktu. A jeśli chodzi o woski, to nie wpadać w taką spiralę zakupów na siłę. Zacząć sobie od prostych produktów, które będą dawały przyjemność z pracy, aby się nie zniechęcić. Bo jest duża grupa wosków, które dają bardzo fajne efekty wizualne, natomiast trudno się je aplikuje lub dociera. I tutaj można się zniechęcić.

Drugą kwestią jest złe przygotowanie powierzchni, bo ludzie myją samochód, odtłuszczają i aplikują wosk. Kupują na przykład takiego Glasura za 600/700 zł i piszą na grupach, że nie widzą żadnej różnicy pomiędzy nim a woskiem za kilka złotych. Natomiast tutaj liczy się przygotowanie powierzchni, trzeba ruszyć lakier cleanerem, żeby to ten wosk faktycznie mógł pokazać swój potencjał.

Myślę, że te rady na pewno będą bardzo cenne dla osób, które zaczynają! Obecnie na tych grupach detailingowych można usłyszeć wiele skrajnych opinii i nie zawsze warto się nimi sugerować, więc na pewno przyda się takie rozsądne podejście do tematu.

Tak dokładnie, bo nigdy nie wiadomo, kto siedzi po drugiej stronie ekranu. A nie każdy musi wiedzieć wszystko, nawet prowadząc firmę 20 lat można czegoś nie widzieć. Natomiast trzeba testować, trzeba próbować, pytać mądrzejszych od siebie i wyciągać własne wnioski. Według mnie to jedyne sensowne podejście. I nie zniechęcać się, jeżeli nam jeden raz nie wyjdzie, drugi raz nie wyjdzie, to próbować kolejny i kolejny raz.

Bardzo dziękuję, że zechciałeś podzielić się z nami swoją wiedzą i doświadczeniami. Widać, że masz naprawdę wiele do powiedzenia w temacie woskowania i że to taka prawdziwa zajawka, którą od wielu lat rozwijasz. Nie mamy wątpliwości, że jesteś w 100% #Detailing Obsessed!