Jak wyróżnić się w woskowym świecie? Rozmowa z Pawłem Ejdysem

Jak wyróżnić się w woskowym świecie? Rozmowa z Pawłem Ejdysem

Dziś kolejna długa rozmowa na woskowe tematy! Przygotujcie sobie coś do picia i zaglądnijcie z nami do woskowego świata z rozmowie z Pawłem Ejdysem. Dowiecie się dlaczego nie rozpoczął kolekcjonowania wosków od popularnych marek takich jak Swissvax i Zymol, jakie cechy ceni sobie w woskach, które produkty poleca dla osób początkujących oraz co mówią klienci widząc jego niemyty od trzech tygodni samochód :) Zapraszamy do lektury!

 

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z woskowaniem?

Zaczęła się od tego, że odstawiłem auto do korekty i położenia wosku. Później zacząłem interesować się tym jak dbać o to auto, jaki wosk sobie kupić. I w końcu padło na Meguiar’s Gold Class.

Czyli pojechałeś do studia ze swoim samochodem na woskowanie, spodobał Ci się ten efekt i zacząłeś się interesować tym bardziej?

Dokładnie. Jak to zrobić samemu, aby efekt był jak najdłużej, jaki wosk sobie kupić. I od tego zaczęła się ta cała przygoda.

I co sprawiło, że się tak wciągnąłeś bardziej w temat?

To, że kupiłem pierwszy wosk, kupiłem drugi, trzeci i zacząłem szukać informacji na temat mniej dostępnych wosków z Meguiar’s, których nie można w Polsce kupić. Jakoś nie kręciło mnie nigdy kupowanie wosków, które są łatwo dostępne i zacząłem szukać. Na przykład, słyszałaś o słynnej szesnastce z Meguiar’sa?

Tak, to był mój pierwszy wosk.

To zaczęło się szukanie szesnastki, a jak szukasz, to poznajesz ludzi, wymieniasz się doświadczeniami i udało mi się szesnastkę zdobyć. Później padło na Mirror Bright, który też w Polsce nie jest dostępny, więc też było trzeba znaleźć kogoś, kto mi to gdzieś kupi ten produkt, wyśle…

I tak poznawało się kolejnych ludzi, ci kolejni ludzie podpowiadali inne woski, które można zdobyć, których nie ma w Polsce. Tak wpadło mi kilka wosków z Wax Planet, później coś tam od Hugo. I później, co kolejna poznana osoba, to kolejny wosk. W międzyczasie coś tam z FIREBALL wpadło, i tak z 5 wosków zrobiło się teraz coś koło 100.

Sto wosków to już całkiem sporo, kolekcja jak na prawdziwego woskomaniaka przystało.

Znam dużo osób, które mają dużo więcej wosków. Tylko ja podchodzę do tego tematu w ten sposób, że chce każdy przynajmniej raz, dwa położyć. Znam ludzi, którzy mają duże kolekcje, ale nie korzystają z tego, po prostu zbierają. Ja staram się używać, żeby wychwycić chociaż minimalne różnice.

Czyli tak faktycznie poznać dany wosk, a nie tylko kupić, zaaplikować raz i odłożyć na półkę.

Albo wcale, tylko być posiadaczem.

Tak, ale rozmawiałam też z osobami, które faktycznie mają po 200 - 300 wosków w kolekcji, ale większość z nich używali, testowali. Chociaż wiadomo, że żeby dobrze poznać dany produkt, to trzeba na różnych lakierach go zaaplikować, wiele razy, w różnych warunkach  i obserwować co się z tym woskiem później dzieje.

Dokładnie.

A ile lat temu to wszystko się zaczęło?

Około 4 lata temu wszystko ruszyło.

Masz jakieś swoje ulubione woski na ten moment?

Na pewno wosk, do którego wracam zawsze to jest właśnie Gold Class z Meguiar’s. To tak idiotoodporny wosk, dla mnie ikona prostoty w aplikacji. Jeśli nie wymagamy cudów od wosku, to on jest po prostu idealny - dla każdego laika, dla kogoś, kto nie zna się na woskowaniu.

A lubisz jakieś woski polskich marek?

Mam woski z Enzo, Manufaktury Wosku… ADBL czy Shiny Garage nie interesują mnie, dla mnie to takie marketowe produkty.

Czyli preferujesz te produkty bardziej premium?

Może nie tyle premium, co ogólnie nie pracuję na ADBLu, nic od nich nie mam, jakoś nigdy nie było mi po drodze z tą marką. A tak z biegiem doświadczenia, a kolejnymi przetestowanymi produktami, oczekujesz od wosku czegoś więcej niż, tak jak w przypadku Meguiar’sa, idiotoodporności produktu.

To w takim razie, co najbardziej cenisz sobie w woskach?

Na początku to była właśnie ta łatwość aplikacji i dotarcia, teraz szukam wosków, które nawet nie tyle łatwo się aplikują, nie tyle łatwo się docierają, co dają niesamowity efekt wizualny. Ostatnio bawiłem się GRAPHENE z FIREBALLA. Auto takie czysto użytkowe, bez korekty lakieru przyjechało po prostu na woskowanie, bo Klient jechał na wesele.

Woski FIREBALLa nie są tak proste jak Swissvax czy Zymol. Trzeba im troszkę więcej uwagi poświęcić, ale to, co zrobił z lakierem, jak wydobył piękne ziarno bez korekty, to po prostu zatkało mnie. Chodziłem koło auta z pół godziny i patrzyłem. Kiedyś robiłem na nim korektę, z półtora czy dwa lata temu, i już było widać ślady użytkowania. Ale to, co zrobił ten wosk na aucie bez korekty, to po prostu był szał dla mnie.

Czyli ta deklaracja producenta, że jest to show car wax nie jest przesadzona?  

Nie, w zupełności. Rzadko się trafi wosk, który tak pięknie podkreśli ziarno i wydobędzie je z lekko już zniszczonego lakieru.

I właśnie to jest fajne w woskach, nie sztuką jest położyć wosk na aucie po korekcie. Tak naprawdę po korekcie wszystko będzie ładnie wyglądało, co bym nie położył, nawet jakby tam z Softa coś położył. Sztuką jest tak dobrać wosk do auta lekko już zniszczonego, żeby jak najbardziej wydobyć piękno tego lakieru.

Jednak korekta dużą robotę robi, jeśli chodzi o wygląd lakieru.

Tak, 90% roboty to jest korekta, a 10% to jest późniejsze zabezpieczenie. Najfajniej różnicę widać na autach, które nie mają korekty lakieru. Widać, że jedne bardziej zamaskują rysy, przykładem jest Reborn z Manufaktury Wosku, jeśli chodzi o maskowanie na ciemnych lakierach, to jest po prostu mistrz. Ale jest ciężkim woskiem. Jest ciężki w aplikacji i w dotarciu, poci się tydzień po aplikacji, ale tak jak mówię, teraz szukam woskach czegoś innego niż tylko prostoty i łatwości w aplikacji, tylko tego czegoś.

Na przykład Herrenfahrt, mam chyba dwa woski od tego producenta, są po prostu cudowne – aplikacyjnie, zapachowo. Fakt, do tanich nie należą, więc na byle co się ich nie kładzie, ale mają coś takiego, że po zaaplikowaniu jesteś pewny, że jak się wyjedzie na słońce, to nic nie będzie się wypłacało, jak w przypadku Zymola. Nie trzeba też aplikować żadnych cleanerów, bo sam wosk robi po prostu robotę.

A wracając jeszcze do FIREBALL, bo często można u Ciebie zobaczyć realizację na woskach właśnie tej marki, a nie są one jakoś szczególnie popularne w Polsce. Za co lubisz te woski?

Wiesz, to jest taka marka premium, typu Swiss, Zymol.

Już sama metoda produkcji, fakt, że te woski są produkowane ręcznie i mają bardzo dużą zawartość Carnauby i wysokiej jakości składników, sprawia, że można je faktycznie umieścić na półce produktów premium.

Tak, większość woskomaniaków zbiera Swissy, Zymole. A chcąc się w tym świecie czymś wyróżnić, stwierdziłem, że najpierw zbiorę sobie kolekcję FIREBALL, zanim wejdę na Swissy. Bo po co kopiować innych, tym bardziej, że teraz gdy w MOTOGO są dostępne wszystkie woski Swissvaxa, to żaden problem sobie kupić. Bo gdy wcześniej nie było tych produktów w Polsce, to trzeba było gdzieś za granicą szukać.

Tak jak widzisz, realizacji na Swissvaxach i Zymolach jest dużo. A przy FIREBALLu jest jeszcze to fajne, że w przypadku Zymola jeśli nie użyjesz HDC to efekt jest taki pośredni. W przypadku Zymola bardzo dużą robotę robi HDC, które jest dość upierdliwe w aplikacji, nie przepadam za tym produktem. A w przypadku FIREBALL to wosk robi robotę, nie trzeba używać specjalnych cleanerów. Po prostu aplikujesz wosk, docierasz i jest pięknie.  

A który wosk tej marki jest Twoim ulubionym?

Teraz zapachowo to jest BRAZIL, rozwalił mnie zapachowo, po prostu cudo. Od czasu do czasu otwieram opakowanie i wącham dla samej przyjemności. Ulubieńca to chyba nie mam, bo każdy z nich jest inny na swój sposób. FUSION nie jest mistrzem ani aplikacji, ani dotarcia, ale robi tak niesamowite szkiełko na lakierze, prawie jak powłoka.

W końcu zawiera też SiO2 w składzie.

Tak, mistrzem aplikacji nie jest, ale bardzo go lubię, często też do niego wracam. Jeśli jest srebrne auto, gdzie nie wymagamy jakiegoś przyciemnienia lakieru, a lakier jest w miarę dobrym stanie, to wybieram FUSION WAX, bo świetnie podkreśla szklistość lakieru.  

SEXY LADY to znowu wosk zarezerwowany dla Klientek. Jeśli są Klientki, które chcą wosk, to SEXY LADY jest pierwszym wyborem. I jak pokazuje im ten wosk, powąchają ten piękny, różany zapach, to od razu chcą ten.  

A powiedz, czy usługa woskowania w Twoim studiu jest popularna? Przyjeżdżają klienci i sami pytają o wosk, czy częściej to jest tak, że Ty rozmawiasz z klientem i doradzasz mu, że taka opcja byłaby dla niego najlepsza?

Najczęściej to jest rozmowa z Klientem. Przyjeżdżają, często wybierają korektę i pytam później o rodzaj zabezpieczenia, przedstawiam im różne opcje. I wtedy często pada pytanie: „co by pan doradził?”. Klienci, którzy mieszkają niedaleko mnie, bardzo często wybierają wosk. Z tego względu, że jak wytłumaczę im różnicę między woskiem a powłoką, że powłoka to nie jest zbroja, że też trzeba o nią dbać, przyjeżdżać raz w roku na serwis, to wtedy wybierają wosk. A jest to też tańsza usługa. Dwa razy w roku podstawiają auto na woskowanie i mają praktycznie cały rok ładne, zadbane auto.

Podstawą jest rozmowa z klientem, uświadomienie mu wad i zalet danego rozwiązania.

Dużo producentów przy powłokach popełnia ten błąd, że czytając opis, odnosi się wrażenie, jakby to była zbroja na auto i że takim autem będzie można jeździć na szczotki, po krzakach, lasach i tak dalej.

Ta świadomość się może trochę zmienia, też widzę, że coraz więcej usług woskowania jest realizowanych w studiach…

Wiesz, według mnie to jest tak – jeśli masz daleko do jakiegoś studia, któremu zaufałeś, to jednak wybierzesz powłokę. Ale w przypadku, jeśli to jest niedaleko, tak jak do mnie Klienci przyjeżdżają, to ja polecam im wosk, bo wytłumaczyłem im różnicę, cenową również. I mówię: „przyjeżdżacie sobie na wiosnę, usuwamy przy okazji wszystkie zanieczyszczenia po zimie, woskujemy auto i akurat na sezon letni śmigacie sobie z jakimś show carem na lakierze”.

A na sezon zimowy aplikujesz jakieś trwalsze woski?

Na przykład mam FUSIONa z FIREBALLa, którego przeważnie na okres zimowy aplikuję. Nie lubię wosków z Softa, nie mam żadnego… Ewentualnie jeszcze Hi Temp, taki czysto zimowy, bardzo fajny wosk, do którego zimą też często wracam. Taki klasyczny wosk, podobny do Collinite.

No tak, to takie typowe trwałe, zimowe woski, które może nie robią takiego looku, ale fajnie ochronią na zimę.

Dokładnie, nie będę Klientowi na zimę wciskał GRAPHENE z FIREBALLa, bo on poleży mu w warunkach zimowych maks dwa miesiące… Klient nie będzie z tego rozwiązania zbytnio zadowolony. Chyba że przyjeżdża i sam mówi, że chce taki wosk, żeby tylko auto pięknie wyglądało, bo jedzie na ślub, wesele czy jakąś uroczystość, to wtedy lecimy z showcarem.

A masz jakieś rady dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z woskowaniem?

Tak, nie zamykać się na Softa, to jest najlepsza rada <śmiech>. Jest mnóstwo fajnych wosków… Na pewno zauważyłaś, że udzielam się na forach, mamy też swoją grupę.  I często piszą do mnie ludzie na Messengera, w sprawie jakiegoś wosku czy mam porównanie. I dla mnie woski Softa są przereklamowane mocno. Ta marka mocno się wybiła, a jest mnóstwo innych wosków. Na przykład SiO2 z Enzo, bardzo prosty, idiotoodporny wosk, który też w miarę długo poleży i robi fajne szkiełko na lakierze. Zastępuje praktycznie 80-90% wosków z Softa.

Tak, słyszałam opinie o tym wosku, że jest bardzo dobry właśnie dla początkujących, bo daje fajny look i jest bardzo łatwy w aplikacji.

Tak, to jest jeden z polskich producentów i naprawdę śmiało mogę polecić ten wosk i nikt sobie krzywdy nim nie zrobi. Nie będzie siedział, płakał, że nie może dotrzeć wosku. 

Ja jak kupuję wosk i aplikuje na swoje auto to lecę w stylu amerykańskim, czyli aplikuję grubą warstwę i przedłużam czas dotarcia do maksimum, żeby sprawdzić go pod tym względem, czy zwykły laik też sobie z nim poradzi. Bo wiadomo, że jeśli ktoś nigdy nie woskował auta, to nie położy go tak cieniutko jak ktoś, kto zajmuje się tym na co dzień. A jeśli ja go przetestuję i położę na grubo, przyciągnę czas dotarcia i go dotrę, to wiem, że mogę go śmiało każdemu polecić.

Słyszy się czasem historie, że ktoś był w stanie zaaplikować pół puszki, albo całą puszkę Fusso na auto…

Tak, i wtedy jest problem z dotarciem. Na przykład Meguiar’s Gold Class jest takim woskiem, że ja kiedyś zostawiłem go najmniej na 12 godzin, oczywiście auto w garażu. Po 12 godzinach wracasz i możesz go bez najmniejszego problemu dotrzeć, tak jakbyś go położyła 10 minut temu.

To właśnie jest cecha takich dobrych wosków, bo wiele z nich można zostawić spokojnie na kilka godzin i bez problemu dotrzeć.

Chociaż ostatnio ja aplikowałem GRAPHENE, to temperatura w garażu wynosiła 22 stopni i po 10 minutach już robił się problem z dotarciem. Więc te woski FIREBALLa wymagają ciut więcej uwagi. Tylko ja już nie szukam woskach tej prostoty aplikacji, jak na początku, bo bym się zamknął tylko na Gold Classa. Tylko tego czegoś. 

W przypadku GRAPHENE zachwyca zapach. Po aplikacji wystawiłem auto na zewnątrz i jeszcze przez pół dnia było czuć zapach w garażu. Uwielbiam woski, które pięknie pachną. Przykładowo ArtDeShine Kotsos, bardzo fajny wosk, ale nie pachnie. Położyłem go raz i jakoś nie chce mi się do niego wracać.

Przy woskach ten zapach robi mega robotę i chyba większość woskomaniaków zwraca właśnie na to uwagę.

Do tej pory takim moim ulubieńcem jeśli chodzi o zapach był Wax Planet Obsydian. Wspomnienie mojej młodości, lat 90-tych, gumy Donald. Tak mi przypominał tamte lata, że uwielbiam go po prostu za ten zapach. 

Teraz mam tego BRAZILA, otworzyłem go i jestem w szoku. Jeszcze nie miałem okazji go zaaplikować, ale jeśli chodzi o sam zapach, to jest mistrzem dla mnie. Wiem, że różne są gusta, każdemu może coś innego spasować. Dałem mojej żonie do powąchania BRAZIL i GHOST WAX i wybrała GHOST WAX.  

Dokładnie, to jest bardzo indywidualna kwestia. Ale ciekawe jest to, co powiedziałeś o GRAPHENIE, że się ciężko aplikuje i dociera, bo mamy w sumie całkiem inne obserwacje. I zauważyliśmy, że warto ten wosk przetrzymać trochę dłużej, 30-40 minut spokojnie może poleżeć. Próbowałeś przedłużyć ten czas dotarcia?

To spróbuję następnym razem go tak przetrzymać. Wiesz to nie tak, że było jakoś ciężko, bo chodzi o porównanie do wosków Meguiars’a, które są bardzo proste w obsłudze. A w przypadku GRAPHENE’A to pierwsze przetarcie mikrofibrą jest lekko tępawe, później jest już fajna śliskość. Nie było żadnych mazów, o tym nie mówię, bo przy tej klasie wosków gdyby takie problemy wystąpiły, to byłbym bardzo zdziwiony. Tylko w przypadku wosków Meguiars'a od razu jest ta śliskość. I to jest dla mnie ta różnica w procesie docierania. Bo sama aplikacja jest bardzo prosta, jak w przypadku Meguiars’a. Woski tej marki są dla mnie taką półką wosków idiotoodpornych, coś byś nie wybrała, woski w mleczku, w paście czy sealant, nigdy, na żadnym lakierze nie było z nimi najmniejszego problemu.

Tylko po pewnym czasie każdy szuka tego czegoś w woskach, ta pogoń za króliczkiem. I sprawdza się różne połączenia na lakierze. Zdarza mi się, że na auto zaaplikuje pięć różnych wosków i wtedy porównuję sobie. Jeśli zaaplikujesz ten sam wosk na 3 różne auta, z różnym stanem lakieru, w różnych kolorach, to ciężko dostrzec te różnice. A na jednym samochodzie fajnie wychodzą, ten bardziej przyciemnił, ten przykrył mikroryski, ten jednak nie… To są już takie niuanse, których człowiek sam się doszukuje.

Myślę, że na tym właśnie polega ta cała woskowa i detailingowa zajawka. Na poszukiwaniu szczegółów, różnic, tego 1% lepiej. I na tym się to wszystko opiera, aby osiągnąć jak najlepszy efekt.

Tak jak powiedziałem, ta pogoń za króliczkiem. Dużo osób zamyka się trochę, kupuje jeden wosk i poleca go. Ale mówię: „przerób 30-40 wosków i wtedy coś polecaj”.

Tak jak mieliście rozmowę Krzyśkiem, to wiem, że Krzysiek sprawdził x tych wosków i warto go posłuchać, jeśli ktoś szuka jakiejś rady. Bo ma naprawdę olbrzymie doświadczenie w tym temacie. Ja też lubię wymieniać doświadczenia z Krzyśkiem, bo jest jedną z osób, które przetestowały w Polsce naprawdę dużą ilość wosków, a nie jest z tych, co zamknęli się na jedną firmę.

W tym naszym świecie woskomaniaków na przykład Krzysiek mówi, że nie jest jeszcze na etapie, aby wejść w FIREBALLAa, podobnie jak ja mam ze Swissvaxem. Chociaż jeśli chodzi o Swissa to jest ten plus, że w jego przypadku już sam wosk robi dobrą robotę, bez zastosowania cleanera. Nie tak jak w przypadku Zymola - jak się nie położy HDC, to takiego fajnego efektu nie będzie.

Chociaż w przypadku Swissvaxa producent i tak zaleca aplikację cleanera przed każdym woskiem, aby jakby osiągnąć ten maksymalny efekt.

Ale powiem ci, że bawiłem się w jeden i drugi sposób, też na jednym aucie i te różnice są naprawdę minimalne. Jeśli dobrze przygotujesz lakier chemicznie, to różnica jest niewielka. Oczywiście, jeśli nie jest to mocno zajechany lakier. Fakt faktem, że śliskość po aplikacji jest zdecydowanie większa jeśli zastosujemy cleaner. Ja jeśli mogę, mam czas i budżet odpowiedni to bawię się w cleanery.

Kiedyś udało mi się kupić taki nieprodukowany już cleaner z Auto Finesse i jeśli chodzi o śliskość lakieru, to jest mistrzem. Już po aplikacji samego cleanera, a jeśli położymy na to fajny wosk, to nie spotkałem chyba jeszcze powłoki, która by robiła taki śliski lakier jak ten zestaw.

Zdecydowanie woskami można osiągnąć bardzo niesamowity efekt. Ostatnio rozmawiałam z Michałem Sawickim i powiedział ciekawą rzecz, że czasami pokazuje klientom dwa samochody – jeden po wosku, drugi po powłoce nie mówiąc, co zostało położone. I pyta, który samochód wygląda lepiej i na którym jest położona powłoka. I najczęściej klienci wskazują właśnie ten samochód z woskiem.

Tak, ja na swoim aucie na każdym elemencie mam położone coś innego, żeby sobie testować. Na jednym leży powłoka, na innym wosk. I też jak Klienci do mnie przyjeżdżają, pytają: „a to pana auto, bo tak się błyszczy?”.  Ja mówię, że tak, to moje i chce, żeby dobrze wyglądało. I mówię, że to auto nie jest myte przez trzy tygodnie, bo często sobie takie testy robię. Wtedy Klienci są bardzo zdziwieni, że tak może wyglądać po trzech tygodniach auto użytkowane na co dzień.

To od razu bardzo dobra reklama usług.

No tak, nie ma to jak zobaczyć coś na żywo, dotknąć, bo ze zdjęć to wszystko może fajnie wyglądać, zdjęcia można podkręcić, zretuszować. A jak Klient się przekona naocznie to zupełnie inna bajka.

W tym roku większość Klientów wybiera powłoki, nie wiem, z czego to wynika. Ale są tacy koneserzy, że chcą wosk i jego byłoby stać na powłokę, na folię PPF, ale on chce wosk. Bo po wosku to auto tak zawsze ładnie, cukierkowo wygląda.

To prawda. Bardzo fajnie podkreśliłeś to, o co chodzi w tej całej woskowej zajawce, w zwracaniu uwagi na szczegóły i porównywaniu różnych produktów. I myślę, że to wyróżnia osoby prawdziwie #DetailingObsessed, że nie kupujesz jednego wosku i aplikujesz go przez kilka lat, tylko właśnie kupujesz ciągle coś nowego, sprawdzasz, testujesz. Dziękuję bardzo za rozmowę, mam nadzieję, że będzie ona inspiracją dla ludzi, którzy dopiero zaczynają tę przygodę!