Dążenie do perfekcji przepisem na sukces studia. Rozmowa o woskach z Michałem Cieszyńskim

Dążenie do perfekcji przepisem na sukces studia. Rozmowa o woskach z Michałem Cieszyńskim

Co jest najważniejsze w procesie woskowania? Ile czasu powinniśmy przeznaczyć na przygotowanie samochodu i aplikację wosku, aby zrobić to dobrze? Jakie właściwości ma wosk z największą na świecie zawartością Carnauby 81%? Jak zbudować sobie markę i zdobyć zaufanie klientów starając się świadczyć usługi na najwyższym poziomie? Te i inne tematy poruszyliśmy w naszej rozmowie z Michałem Cieszyńskim ze studia Car Detailing Studio z Gdyni. Zapraszamy do tej inspirującej rozmowy!

 

W swoim studiu regularnie realizujesz usługi woskowania, a powiedz, jak ta pasja do wosków się zaczęła?

Dobre pytanie, jak ta pasja się zaczęła. Jeśli chodzi o woskowanie to 90% grafiku w studiu to właśnie woski. Oczywiście wiąże się to też z innymi usługami typu korekty, ale w tygodniu dosyć dużo woskujemy. Zdarza się, że nawet 10 samochodów, ale to głównie w sezonie, czyli na wiosnę i jesień.

Jeśli chodzi o pasję do wosków - od tego się zaczynało. Przynajmniej jak ja zaczynałem, 20 lat temu, to nie było czegoś takiego jak powłoki. Były jakieś produkty syntetyczne na zasadzie sealantów, czyli coś, co teoretycznie było lepsze niż wosk, ale tylko teoretycznie. Tak naprawdę nic więcej poza efektem wizualnym i hydro nie dawało.

A woskowanie było od początku, 20 lata temu zacząłem na Swissvaxie pracować w niemieckim Porsche i wtedy poznałem tę firmę. Różnica pomiędzy powłokami a woskami jest kosmiczna, przynajmniej dla mnie. Jeśli ktoś lubi wizualnie mieć samochód na wysokim poziomie, to wosk jest rozwiązaniem idealnym.

A przede wszystkim, lubię to robić i wolę zająć się woskowaniem niż siedzieć nad powłokami. Miałbym zrobić 10 powłok, to wolę zrobić 20-30 samochodów w wosku, biorąc pod uwagę finanse z tego.

W jaki sposób dobierasz wosk do lakieru? Robisz przed usługą wywiad z klientem: jak użytkuje samochód, jakie ma oczekiwania?

Tak, z każdym. Dobranie wosku to jest zawsze kwestia indywidualna, w jaki sposób ktoś użytkuje samochód, gdzie myje, czy dużo kilometrów robi, to wszystko w jakiś sposób wpływa.

Oczywiście, jeśli klient dzwoni do mnie i mówi, że chce konkretny wosk z oferty, którą mamy, on jest do tego przekonany, to rozmawiamy przez chwilę, ale go nie zniechęcam do tego. Ewentualnie zadaje mu jakieś pytania i jak widzę, że podjął decyzję ze względu na aspekty wizualne, czy któryś wosk po prostu mu się spodobał, a nie zwrócił uwagi na ochronę czy trwałość. Albo nie wziął pod uwagę sposobu użytkowania samochodu, to wiadomo, że staram się jakoś wpłynąć na zmianę decyzji i zasugerować, że może inny produkt będzie bardziej odpowiedni dla niego.

Jednak w większości przypadków jest tak, że decyduje ja. Bo ja później biorę za to odpowiedzialność. I raczej nie zdarzyło mi się, żeby ktoś przyjechał i powiedział: panie Michale, ten wosk był beznadziejny albo że słabo działał.

Zazwyczaj jest też tak, że jeśli już kogoś do czegoś namówię, to później mam problem ze zmianą, mimo że mają już do mnie jakieś zaufanie. Bo jeśli klient miał wcześniej doświadczenia z innymi firmami, innymi woskami, które były słabe, a tu okazuje się, że można to zrobić na fajnym, wysokim poziomie i to wszystko działa tak jak powinno… To potem jest już problem, żeby ich przekonać, że może spróbujmy czegoś innego, czegoś lepszego. Jednak w większości przypadków klienci powierzają decyzję o wosku w moje ręce i raczej się nie zawodzą.

Czyli zdają się po prostu na Twoje doświadczenie?

Dokładnie. Ja też wielu osobom odmawiałem woskowania. Miałem często takie głupie telefony i ludzie pytali, dlaczego u was usługa woskowania trwa 7-8 godzin, a gdzie indziej robią to w godzinę czy półtorej. 

Ja nie uznaję półśrodków i auto musi być odpowiednio przygotowane. A to zajmuje czas — mycie, dobre odtłuszczenie, czas po odtłuszczeniu, aby wszystko dokładnie odparowało, żeby odtłuszczacz potem nie drażnił świeżego wosku i nie parował razem z nim. To wszystko ma znaczenie.

Dla mnie jest też ważne, aby auto po usłudze postało w studiu. Jak jest deszczowa pogoda, to ja sugeruję stanowczo, aby samochód został do następnego dnia. Niby w przypadku wosku producent nie zabrania wyjeżdżania na zewnątrz w złych warunkach pogodowych, ale wosk musi się utwardzić i to ma znaczenie w późniejszym działaniu.

Zawsze tak robiłem. I było kiedyś tak, że tych wosków robiłem mniej. Może przez to, że czasem odmawiałem, ten czas usługi był za długi i ludzie patrzyli na mnie jak na głupka… Ale to mówimy o początkach działania w Gdyni, 10-12 lat temu. I było to dla ludzi dziwne, coś takiego niespotykanego, ale jak ktoś się zdecydował, to wracał i wracają do dzisiaj.

Mam klientów, którzy jeżdżą do mnie na woski od początku i zostali do dzisiaj. A potem rozniosło się jakoś po ludziach przez te lata. Słyszałem, że krążą takie hasła na mieście, że jak na wosk to tylko do mnie. Bo na stronie internetowej czy w social mediach ciężko to jest wytłumaczyć. Ale wielu ludzi poleca dalej i sami wracają, bo widzą tę różnicę.

Bardzo skupiam się na przygotowaniu lakieru, aby był idealny i nie było żadnej kropeczki od asfaltu czy przebarwienia. Też często jest tak, że jeśli samochód po myciu detailingowym wjeżdża na hale i okazuje się, że jest w stanie niezadowalającym, przynajmniej dla mnie, to próbuję klienta przekonać jeszcze do dodatkowej korekty oczyszczającej. Zwłaszcza w przypadku lepszych wosków, bo są to ważne aspekty, które rzutują potem na utrzymanie wosku na lakierze.

Przygotowanie jest najważniejsze, bez tego można każdy wosk zepsuć i nie uzyskać zadowalających efektów, nawet Carat ze Swissvaxa. I to jest właśnie istotne, w ten sposób pracujesz na swoją przyszłość, a jeśli ktoś popełnia jakieś błędy… Ja staram się ich nie robić. 

Mimo to czasem klienta tracę, bo nie chce, bo odmawiam. Ale ja mam czyste sumienie i wiem, że jak już komuś zrobię ten wosk, to on na pewno wróci i poleci dalej. Dla mnie to jest budujące i ja się cieszę, że mogę w taki sposób działać, że mam ten komfort, bo przez tyle lat zbudowałem sobie jakąś renomę. Myślę, że nie idę złą drogą i na pewno jej nie zmienię. I zawsze się cieszę, gdy mogę zrobić jakiś wosk. Wybierając pomiędzy woskiem a powłoką, wybiorę wosk, zawsze.

Chciałam właśnie zapytać skąd taka popularność woskowania u Ciebie w studiu, ale myślę, że już w dużej mierze odpowiedziałeś na to pytanie. Sam dążyłeś do tego, aby klienci wybierali woski i przekonywałeś ich o zaletach tego rozwiązania? Czy to po prostu samo się rozwinęło?

Tak, ale ja też nie naciskam każdego klienta na to, żeby zdecydował się na wosk. Są klienci, którym kładę powłokę, bo wiem, że dbają i nie mają potrzeby częstego jeżdżenia, pielęgnowania. Być może z braku czasu, być może z powodu tego, że nie chcą jakoś bardzo inwestować w samochód ze względu na leasing.

Mam dość szeroką ofertę, staram się pracować na topowych woskach i to wszystko działa. Nie jest może tanio, ale klienci ze średniej półki, którzy dokładnie obejrzą to 100zł, zanim je wydadzą, czasami wolą dołożyć, żeby zrobić lepiej.

Przez tyle lat zbudowałem sobie tę markę. I nigdy się nad tym nie zastanawiałem czy to jest kwestia istnienia na rynku od lat, czy topowego wykonania usługi. Chociaż myślę, że chodzi bardziej o jakość usługi, bo jeśli chodzi o cenę, to nie wiem, czy zachęcam, raczej słabo. Czas usługi też jest dużo wyższy niż u konkurencji.

Na pewno to skupienie na jakości usługi przez tyle lat teraz po prostu procentuje. Wiem, że jesteś dużym fanem marki Swissvax, masz w studiu przygotowaną piękną ekspozycję tych wosków. Powiedz za lubisz te produkty?

Za ich jakość. I za standard, który cały czas utrzymują. Te woski są dość mało znane w Polsce, za granicą są bardzo mocno wypromowane, nawet wśród klientów, którzy po prostu jeżdżą na aplikacje tych wosków. Jest grupa klientów, którzy zawożą samochody na lawecie do Niemiec na Swissvaxa, do takich punktów, które lata temu wyrobiły sobie markę na Swissvaxie.

Zawsze chciałem to wdrożyć u nas, ale zawsze byłem sam. Ciężko mi było się przebić na rynku z marką, która nie była rozpoznawalna wśród klientów. Mimo że ja ją bardzo dobrze znałem, znałem jej historię, wiedziałem, że te woski naprawdę dobrze działają.

Dlaczego jeszcze Swissvax? Zawsze chciałem pracować na topowej marce, na najwyższym poziomie. A wyżej już chyba nic nie ma, a przynajmniej nic takiego co jest mi znane, a pewnie bym o tym widział. Dlatego w to poszedłem i nie będę tego zmieniać. Ofertę mam już praktycznie pełną. Cieszę, że mogę na nich pracować i że jest teraz do nich bezproblemowy dostęp ze względu na polskiego importera. Wcześniej były komplikacje z zamawianiem produktów, z dostępem… Mam nadzieję, że to wszystko będzie się dalej rozwijać i świadomość wśród klientów będzie coraz większa.

Faktycznie przez ostatnie lata był utrudniony dostęp do produktów Swissvax w Polsce, przez co może ta marka nie jest jeszcze tak popularna, zwłaszcza wśród klientów. 

To też jest kwestia tego, w jakiego klienta uderzamy. Wśród moich klientów są osoby, które znają temat, więc to nie jest tak, że Swissvax w ogóle nie był w Polsce znany. W gronie klientów Porsche, Mercedesa Swissvax pojawiał się i ci klienci mają jakieś pojęcie, to nie jest tak, że opowiadam o czymś nowym. Budowanie ze strony Swissvaxa marki od wielu, wielu lat przynosi swoje efekty. 

Teraz trzeba to wykorzystać, aby w naszym kraju Swissvax był kojarzony z wysokim poziomem produktu i wysokim poziomem usługi. I dotrzeć do tego szerszego grona klientów, do osób, które nie słyszały jeszcze o tej marce. Na pewno będzie to gdzieś kiełkować i co roku będzie coraz lepiej. Może kiedyś klient będzie się zastanawiał czy wybrać Swissvaxa, czy pójść w innym kierunku… Ale myślę, że oferta Swissvaxa, historia marki i całokształt będą przekonywać klienta, że warto jednak postawić tę markę.

Miałeś okazję aplikować dosyć unikatowy wosk w ofercie Swisswaxa, czyli Carat, o niespotykanej zawartości Carnauby na poziomie 81%. Możesz powiedzieć coś więcej o doświadczeniach pracy z tym woskiem?

To inny poziom woskowania. Trudność aplikacji na pewno jest, ze względu na ten najwyższy poziom Carnauby. To czynnik, który robi problem przy aplikacji, więc wymaga trochę większego doświadczenia. Są też na pewno aspekty, na które trzeba zwrócić uwagę przy przygotowaniu, bo wygląda trochę inaczej niż w przypadku innych wosków.

Trzeba więcej czasu i uwagi włożyć w przygotowanie oraz aplikację tego produktu, ale efekty są fenomenalne. Na pewno końcowy efekt wizualny wynagradza całą włożoną pracę. Moim zdaniem to TOP1 z wosków Swissvaxa, mimo że nie mogę niczego zarzucić produktom takim jak Crystal Rock, Mystery czy innym. W przypadku Carata jest widoczna bardzo duża różnica, jeśli chodzi o efekt wizualny. Głębia, przyciemnienie, szklistość, jest to dopracowane na tip top.

Na pewno będzie miał to miano numer jeden na bardzo długo, możliwe, że już nic nowego nie wymyślą, nie wypuszczą. Może to kwestia chemicznego skonstruowania produktu, aby dało się upchnąć jeszcze więcej Carnauby, ale szczerzę to wątpię, aby dało się podnieść ten stopień twardości zachowując sensowną aplikację.

Pytanie, czy jest jeszcze sens pakować jeszcze więcej Carnauby do wosku?

Na pewno jego twardość jest mega kosmiczna. Na pewno zapewnia ultra ochronę z uwagi przykładowo na robactwo, które nam się przykleja do lakieru. Mamy klientów, którzy robią trasy, nie oszczędzają na gazie i zawsze mieli kłopoty z tymi robakami. I mamy informacje od osób, którym aplikowaliśmy ten wosk, że są zaskoczeni, że nie zostaje żaden ślad po robaku, nawet po 2-3 dniach, po trasie i słońcu. To wszystko elegancko schodzi, a przecież te owady bez problemu przebijają się przez powłokę i zostawiają ślad. To przy Caracie nie ma szans.

To faktycznie imponujące.

Tak, więc ta twardość ma swoje znaczenie i jest naprawdę na top poziomie. Postawiłbym go wyżej niż większość powłok ceramicznych czy grafenowych w tym momencie.

A dla jakich klientów jest zarezerwowana aplikacja tego wosku?

Nie mam rezerwacji, kto będzie chciał położyć sobie ten wosk, to zapraszam. Ja nie odmawiam żadnej marce samochodu, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Wiadomo, że jeśli ktoś przyjdzie i powie, że nie będzie dbał, to raczej wybiję mu to z głowy, bo to nie ma większego sensu. Ale nie mam jakiegoś poziomu, od którego kładę ten wosk, położę chętnie na każde.

Dobra, pogadaliśmy trochę o Swissvaxie, a masz jeszcze jakieś inne ulubione woski, które aplikujesz?

W tej chwili FIREBALL. Z FIREBALL się polubiłem już kilka lat temu jak Fusion Wax wszedł do mojego studia i zaczęliśmy go aplikować po swojemu. I naprawdę daje rewelacyjne efekty, jeśli chodzi o wytrzymałość, efekt wizualny i tak dalej.

Mamy woski FIREBALL w ofercie i zawsze jest to alternatywa wyboru dla klienta. To też nie jest tak, że ja chce wciskać ludziom tego Swissvaxa na siłę. Jeśli masz tylko jedną markę, to nie jest to komfortowa sytuacja do przekonania klienta. Budując coś na jednej marce, nie jesteś w stanie zbudować takiego poziomu studia. Jak nie masz doświadczenia w innych produktach, to też nie jesteś w stanie docenić tego wyższego poziomu.

FIREBALL z nami został, poszerzamy tę ofertę za każdym razem, gdy pojawi się coś nowego i praktycznie żadnym z tych wosków się nie zawiedliśmy. Wszystkie, które zostały wypuszczone, są na naprawdę fajnym poziomie. Aplikacja wychodzi to korzystniej cenowo niż Swissvax, a dalej jest to wysoki poziom, dlatego na pewno nie zniknie z naszych półek.

Po drodze przewijały się jeszcze inne produkty, np. Funky Witch. To nie jest też tak, że ja się zamknąłem na jedną markę. Wosków z różnych firm mam dosyć dużo, czasami woskujemy czymś innym, kwestia tego, jakie auto trafia do nas, na jakąś usługę. Jeśli mamy takie pozwolenie klienta, to bawimy się po prostu innymi. 

Przygotowując samochód do sprzedaży na przykład, zdarza nam się aplikować woski, których nie mamy na stronie w ofercie. I fajnie jak taki samochód trafi do nas na mycie, możemy sobie sprawdzić, jak ten wosk się trzyma, jak się zachowuje. Dzięki temu mamy przegląd rynku. Sam dla siebie też testuję czy to na swoim aucie. Nie można się zamykać na inne marki. Zawsze można znaleźć coś naprawdę mega fajnego, a woskowanie jest jakąś tam pasją, więc lubię próbować nowych wosków, o ile widzę potencjał.

A liczyłeś kiedyś, jak duża jest twoja kolekcja wosków?

O nie, nie liczyłem. To też nie jest tak, że ja trzymam woski wszystkie razem w gablotach, wyeksponowane. Jak mam stare woski, jakieś resztki, które są do wyrzucenia, to się ich pozbywam, nie zbieram ich. 

Nie jestem takim fanatykiem, że za 10 lat będę otwierał szafę i przypominał sobie każdy wosk, który aplikowałem. Nie podchodzę tak do tego. Nigdy nie odkładałem pustych puszek po woskach, gdybym to robił, to pewnie miałbym teraz ze dwie szafy. W pamięci mam większość wosków, które używałem, ale robię to dla siebie. Nie mam potrzeby się tym chwalić gdzieś dalej, że mam, że używałem.

Czyli nie jesteś kolekcjonerem, aby kupować woski tylko dla samego zbierania? Wolisz raczej coś kupić, aby przetestować, zobaczyć coś nowego?

Zbieranie wosków jakoś do mnie nie przemawia. Wiem, że są kolekcjonerzy wosków, znaczków czy innych rzeczy. W każdej takiej pasji znajdzie się ktoś, kto kolekcjonuje, ale ja tego akurat nie robię, nie mam potrzeby. 

Czy masz jakieś rady dla osób, które chciałyby zacząć swoją przygodę z woskowaniem?

Dobre pytanie. Na pewno nie wolno po pierwszej aplikacji się załamywać, że wosk nie trzyma tyle, ile deklaruje producent. Bo zazwyczaj rada jest prosta, szukać błędów w przygotowaniu powierzchni. Informacje dotyczące trwałości podawane przez producentów nie są jakimś wyznacznikiem, można je przeskoczyć. Te informacje są zaniżone dlatego, że muszą być dostosowane do każdego rodzaju klienta — takiego, który dba i takiego, który nie dba.

Więc rada jest prosta — skupić się na przygotowaniu, bo to jest najważniejsze. Nie omijać niczego, żadnego punktu, bardzo dokładnie odtłuszczać samochód, zrobić to nawet na 2-3 razy. Dobre dotarcie, pozostawienie samochodu w garażu po aplikacji i później odpowiednia pielęgnacja, mycie ręczne.

I też nie przesadzać. Słyszę o przypadkach, gdy osoby nakładają wosku za grubo, albo dwie warstwy, bo będzie lepiej. A to właśnie nie jest tak. Trzeba sensownie do tego wszystkiego podejść. Nie ma sensu nakładania za grubej warstwy, bądź dodawania boosterów. To później psuje nam całokształt włożonej pracy.

Trudny temat, aby zachęcić kogoś do tego. Nie każdy będzie chciał to robić, lubił to robić. Może zrobi raz, może odejdzie od tego, jak nie będzie zadowalających efektów. Wszystko to jest kwestia sumienności.

Wiele osób skupia się w sumie na samym wyborze wosku — który będzie najlepszy, który da najlepszy efekt, najlepszą trwałość, a mało osób przykłada uwagę właśnie do przygotowania powierzchni i tego wszystkiego dookoła.

Dokładnie, a to jest najważniejsza rzecz. Sama aplikacja i dotarcie wosku ma być już przyjemnością, a później można cieszyć się efektami wizualnymi. Na przygotowaniu powierzchni trzeba się niestety skupić, aby później ten efekt końcowy mógł być jak najlepszy.

Mam nadzieję, że nasi odbiorcy skorzystają z tej rady i wyniosą dużo inspiracji z tej rozmowy! Gościliśmy w ramach tego cyklu wielu kolekcjonerów wosków, skupionych na zbieraniu, ciągłym testowaniu i poznawaniu nowych produktów. W czym nie ma nic złego! Ale bardzo fajnie poznać też tę inną perspektywę. Jak się okazuje, można przez naprawdę wiele lat aplikować te same produkty, być przywiązanym do jednej marki (jednocześnie nie zamykając się na inne) i ciągle czerpać z tego satysfakcję! Dziękuję za rozmowę!